fbpx
Życie warsztatu

Marzenia się spełnia

Zacznę tak trochę górnolotnie. Ten wpis jest o tym, że marzenia się NIE spełniają. Marzenia się spełnia. Własną pracą, własnymi decyzjami i wyrzeczeniami. Nic się samo nie dzieje. Same od siebie mogą nastąpić sprzyjające zbiegi okoliczności, które trzeba wykorzystywać do maksimum.
Pewnego dnia stwierdziłam, że muszę wreszcie coś zrobić ze swoim życiem. I postanowiłam kupić BMW.
Beemka marzyła mi się od początku mojej przygody z motoryzacją, zresztą od tej marki się ona zaczęła. Było to pierwsze auto, które zaczęłam rozpoznawać na ulicy nie widząc znaczka. Nie wiem dlaczego tak wyszło, że na pierwszy samochód kupiłam sobie akurat Hondę Civic, ale myślę że nie mam czego żałować (może poza tym, że nie miałam V-TECa pod maską). Mogłabym żałować gdyby padło na Opla Tigrę, bo to był mój pierwszy pomysł, na szczęście szybko mi przeszło. I nie muszę się wstydzić za to, że moim pierwszym samochodem była Tigra. Choć teoretycznie, nie miałabym czego, bo każdy mi mówił, że to fajne auto dla kobiety. Też tak myślę, ale w moim motoryzacyjnym CV nie ma miejsca dla Tigry. Życie jest zbyt krótkie, aby jeździć samochodami, które są dobre „dla kobiet”, tak w stereotypowym założeniu.
Zawsze też marzył mi się kabriolet. Jednak wydawało mi się to marzenie totalnie nierealne i abstrakcyjne. Tych z kategorii nie do spełnienia albo kiedyś, w odległej przyszłości, gdy już będę bardzo bogata. Chciałam mieć kabrio, ale nigdy tak naprawdę nie sądziłam, że kiedyś kupię sobie taki samochód.
A później stwierdziłam, że raz się żyje.
I muszę kupić sobie BMW.
W cabrio.
Wymarzone E36.
I gdy już to postanowiłam, nic nie było w stanie mi wybić tego z głowy. Mimo iż istniało mnóstwo racjonalnych argumentów za tym, że wybór kabrioleta to nie najlepsza opcja. Zaczęłam intensywnie przeglądać wszystkie ogłoszenia, niektóre czytałam po kilkadziesiąt razy. A nie było tego dużo, bo na całą Polskę znalazłam nie więcej niż trzydzieści egzemplarzy. Przez kilka tygodni czekałam aż trafi się coś naprawdę godnego uwagi, bo też budżetu jak na ten model, nie miałam zbyt wielkiego.
Aż znalazłam jeden wymarzony egzemplarz, na który pieniądze próbowałam wytrzasąć z pod ziemi. Nie udało się. Ale cały czas obserwowałam czy nikt jej nie kupił, parę razy dziennie wchodziłam na ogłoszenie. Cały czas aktualne. I im dłużej czekałam, tym bardziej miałam wrażenie, że nie jest to taka okazja jak się wydaje. Coraz więcej rzeczy zaczęło mi nie pasować. A to 1.8is, który nie szedł fabrycznie w cabrio, a to oznaczenie 320 na klapie mimo silnika 1.8, a to podejrzanie idealny stan jak na tą cenę. Trafił się inny egzemplarz, ładnie odrobiony, gwint HR, nowa szyba i pleksa w dachu, nowe sprzęgło, ale odrzuciłam go prawie od razu, bo trochę za drogi. Cały czas jednak siedział mi w głowie, bo wychodzę z założenia, że wolę dać trochę więcej za auto i kupić coś porządnego niż zapłacić mniej i mieć na starcie długą listę rzeczy do wymiany. I postanowiłam. Jechałam po nią 300 kilometrów w jedną stronę. Kupiłam, nie wierząc w to co się dzieje, trochę z żalem, że tak krótko mogłam się nacieszyć plikiem banknotów, który nie mieścił mi się w portfelu, najbardziej przejmując się tym jak ja zajadę do domu na tak niskim zawiasie (a przywaliłam podłogą o niski próg zwalniający w pierwszych dwóch minutach za kółkiem).
I z każdym dniem coraz bardziej się w niej zakochuję. Pomimo tego, że dach przecieka. Pomimo tego, że lista drobnych rzeczy do zrobienia przy niej ma 20 podpunktów. Pomimo tego, że muszę gonić z łopatą i rozkopywać drogę dojazdową do domu, żebym mogła przejechać. Pomimo tego, że muszę sobie odmawiać teraz większości drobnych przyjemności.
Prowadzi się bajecznie. Rozpędza się bajecznie. Na zakrętach przy suchym asfalcie trzyma się bajecznie. A jeździć bokiem jeszcze nie próbowałam. Ale to tylko kwestia czasu. Choć miałam okazję się już przekonać co się dzieje, gdy próbuję się zbyt gwałtownie ruszyć ze skrzyżowania 😀
A tak się składa, że trochę wcześniej M. też kupił sobie beemkę. E34. A tydzień później kupił do niej silnik, 2.8. Zapowiada się dobry sezon. Może trochę mniej pojeździmy po eventach, ale za to może uda nam się trochę więcej podziałać z naszymi samochodami. A planów jest wiele. I jak tylko mam jakąś wolną chwilę to staram się coś zrobić przy mojej, choćby jakąś małą pierdołę. Przy Hondzie nigdy się tak nie zaangażowałam, żeby ją udoskonalać, prawie wszystko skończyło się na planach.
Wracając do początku wpisu, mam moje kabrio już kilka tygodni, otwieram dach kiedy tylko warunki na to pozwalają. A jak popatrzę w górę, często dalej nie dowierzam, że widzę niebo w pełnej okazałości. Nie podsufitkę, nie okienko szyberdachu. I dziwię się ludziom w tych metalowych puszkach, normalnych samochodach.

Już nie jestem w stanie wyobrazić sobie lata bez kabrio. Bez beztroskich przejażdżek z wiatrem we włosach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top